WILD SPACE – recenzja

Są gry, w które świetnie się gra, ale po zagraniu zadajemy sobie pytanie – „czy ja muszę ją mieć?”. Często mam ten problem, bo nie wiem czy dana gra podpasuje moim znajomym… A najgorzej jest kupić grę, która będzie się kurzyła na półce i zabierała miejsce. Czy miałam te obawy po rozgrywce w Wild Space? Absolutnie nie!

Pierwszy raz grałam w Wild Space jeszcze w trakcie testów. Zostałam poproszona przez ekipę Games Unplugged o ocenę tej gierki. Szczerze…? Po pierwszej rozgrywce powiedziałam bez cienia wątpliwości – „TAK! Bierzcie ją!”.


Poziom trudności:

niski, dla graczy o każdym poziomie zaawansowania

Liczba graczy:

1-5

Czas rozgrywki:

15-30 minut

Wiek:

10+

Wydawca:

Games Unplugged


O czym jest Wild Space?

Jest to małych gabarytów gierka, w której wcielamy się w kapitana statku kosmicznego, rekrutującego swoją załogę. Składa się ona z 6 gatunków kolorowych zwierzaków i pomocniczych robotów. Wysyłamy nasze jednostki, aby móc zagrywać karty załogantów i tworzyć to, o co w tej grze chodzi – dobre kombosy!

Na koniec dostajemy punkty za różnorodność naszej załogi, za ilość załogantów tego samego gatunku, czy po prostu za spełnienie warunków na specjalnych kartach.

Jak to działa?

W swoim ruchu posyłamy statek kosmiczny na wybraną przez nas planetę. Na każdej planecie mamy do wyboru 2 pola, na których możemy położyć naszego pionka. Umożliwia nam to dobieranie kart na rękę, bądź zagrywanie kart. Często musimy spełniać jakieś wymagania, albo ponosić koszt akcji.

W momencie gdy chcemy zagrać kartę musimy się dobrze zastanowić – co nam przyniesie największą korzyść? Gdyż prawie każda karta posiada symbol akcji, którą możemy wykonać. Zagrywając jedną kartę często umożliwiamy sobie zagranie kolejnej (spełniającej określone wymagania), dobieranie kart, albo dodanie specjalnego warunku punktowania.

Każda karta ma określony typ – mamy członków załogi, roboty oraz specjalne brązowe karty, które przynoszą nam punkty zwycięstwa (jeśli oczywiście spełnimy pewne warunki).

Każdy członek załogi należy do 1 z 6 gatunków zwierząt i ma symbol swojej specjalności. Gatunki i specjalności są istotne podczas zagrywania niektórych kart i punktowania na koniec gry. Możemy np. zdobyć punkty za posiadanie najwięcej specjalistów danego typu, albo za posiadanie zestawów określonego zwierzaka i jakiejś specjalności.

Gra wyróżnia się również tym, że zawsze mamy do wykonania jedynie 10 akcji. Dlaczego? Posiadamy 5 statków kosmicznych, co oznacza, że możemy je wysłać na 5 różnych pól na planetach. Statek, który wylądował na danym polu jest zablokowany. Może jedynie przemieścić się na pole nad lądowiskiem. Jak to zrobi, to nie mamy możliwości korzystania z tego pionka. Ta mechanika sprawia, że gra jest bardzo wykalkulowana. Wiemy dokładnie ile ruchów nam zostało do końca i możemy oszacować co jeszcze zdołamy zrobić.

Jakość wykonania Wild Space

Wild Space to kolorowa, pełna życia gierka. Bardzo sympatyczna okładka skrywa równie ładne wnętrze. Kafle planet są wykonane z grubego, jakościowego materiału i… są po prostu ładne. Jest to oczywiście subiektywne odczucie, ale moim zdaniem cała gra jest wykonana bardzo estetycznie i ze smakiem.

Ikonografika jest bardzo przejrzysta, jak raz się nauczymy co dane symbole oznaczają, to raczej nie będziemy musieli zaglądać ponownie do instrukcji. Talia jest spora, mamy optymalną różnorodność kart, ich funkcje nie są przekombinowane.

Przyzwyczajona do raczej średnio wyglądających gier o kosmosie (ekhm np. Terraformacja Marsa) jestem mile zaskoczona tym designem.

Kolejnym plusem jest to, że mamy kilka wariantów kafelków planet. Mamy 2 planety startowe, które zawsze sa takie same, ale reszta planet ma więcej niż 1 wersję. Wprowadza to pewną różnorodność i niewiadomą – jakie akcje odblokujemy odkrywając nowy kafel? (Planety są odsłaniane w trakcie rozgrywki, po zagraniu określonej ilości kart)

Moim jedynym przytykiem może być brak planszetki kapitana. Nasz kapitan ma kartę, która wygląda bardzo podobnie do całej reszty talii. Różni się ona oczywiście rewersem, więc nie ma zamieszania podczas rozkładania gry i łatwo jest zlokalizować kapitanów. Jednak na tej karcie mamy tor bonusów, które możemy zdobywać w trakcie gry, zagrywając specjalne karty. Jest on malutki, przez mały rozmiar całej talii, a żeton, którym zaznaczamy postęp, trochę niewspółmiernie duży. Większy rozmiar toru dałby większą przejrzystość.

Moje wrażenia

Jak już wspominałam we wstępie, Wild Space spodobało mi się już przy pierwszej grze. Wielokrotnie miałam ochotę do niego powrócić, dlatego bez wahania zgarnęłam kopię recenzencką! Przez tydzień zagraliśmy bardzo dużo partii, bo potrafiliśmy robić dogrywkę za dogrywką! Na 2 osoby zabierała nam zazwyczaj 12-15 minut, dlatego jest to idealny tytuł na rozgrzewkę, albo jako miły filerek pomiędzy innymi tytułami.

Najwięcej graliśmy oczywiście w wersję 2-osobową, jednak mogliśmy również przetestować ją w większych składach. Na ile osób wypada najlepiej? Powiedziałabym, że im więcej tym lepiej! Ogromnym plusem jest to, że można grać w Wild Space w 5 osób. Mam wrażenie, że brakuje na rynku gier na tylu graczy.

Dlaczego lepiej w więcej osób? Karty, które dobieramy na rękę, możemy pozyskiwać zarówno „w ciemno”, jak i z puli 3 kart widocznych dla wszystkich graczy. Im więcej osób, tym częściej zmieniają się karty dostępne do dobierania. We 2 osoby często mogliśmy utknąć z 3 średnimi kartami na wierzchu i naszym jedynym źródłem było dobieranie zasłoniętych kart ze stosu. Ograniczało to trochę możliwości strategiczne, ale nie było na tyle dużym minusem, żeby nas odrzuciło od gry we 2 osoby. Szkoda, że nie wykłada się więcej kart do dobierania (może jest to dobry home rule do wprowadzenia?).

Tak więc co mi się najbardziej podobało w Wild Space? KOMBOSY! Ta gra stoi kombosami, czasem mamy poczucie beznadziei, bo karty na ręce nie współgrają dobrze ze sobą. Jednak gdy nastąpi ten moment, kiedy możemy wyłożyć nie jedną, a drugą, trzecią, czwartą kartę podczas jednej akcji… wtedy czujemy ogromną satysfakcję!

Podoba mi się to, że mamy określoną liczbę tur w grze. Zawsze stałą. Jesteśmy brutalnie świadomi ograniczenia tur i mobilizuje to do jak największej optymalizacji ruchów. Możemy dokładnie oszacować jakie karty uda nam się zagrać przed końcem rozgrywki i nie mamy obaw, że ktoś striggeruje przedwcześnie koniec gry.

Gra jest mechanicznie prosta, jednak nie jest banalna. Łatwo jest wyjaśnić zasady nowym graczom, ale ilość sposobów punktowania sprawia, że jest w niej satysfakcjonująca ilość kminienia. Pod koniec można się nieźle napocić podczas kalkulowania co nam się najbardziej opłaca.

Jedynym minusem, który może momentami lekko irytować, to losowość. Może się zdarzyć, że karty nam nie podejdą i nasze możliwości będą ograniczone. Występuje to głównie w grze 2-osobowej, gdzie częściej zdarza nam się dobierać karty „w ciemno”. Nie jest to dla mnie stopień losowości, odbierający radość z gry, ale warto o tym wspomnieć.

Dla kogo jest Wild Space?

Dla każdego gracza, który szuka szybkiej, nietrudnej, ale satysfakcjonującej gry, w którą można pograć od 1 do 5 osób. Setup zajmuje może 3 minuty, a sama rozgrywka max 30. Dlatego jest ona idealna jeśli jesteśmy ograniczeni czasowo, albo pragniemy czegoś krótkiego na rozgrzewkę.

Miałam okazję grać w Wild Space z graczami o różnym stopniu zaawansowania i muszę powiedzieć, że wszystkim się podobała!

Plusy:

  • szybka rozgrywka
  • satysfakcjonujące kombosy
  • z góry określona liczba tur
  • sporo sposobów na punktowanie
  • ładna oprawa graficzna
  • dobra jakość komponentów
  • brak zależności językowej

Minusy:

  • losowość, która może niektórym przeszkadzać (nie jest na tyle duża, żeby była dla mnie problemem)
  • brak planszetki kapitana

Dzięki Games Unplugged za kopię do recenzji!

Szukasz innych szybkich gier karcianych? Sprawdź koniecznie To ja go Tnę!!


Jeśli chcesz śledzić na bieżąco w co gramy i mieć dostęp do mini recenzji, które nie pojawiają się na blogu, zapraszam na Instagrama @board_and_wine!


0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze