DYLEMATY KRÓLA – recenzja

WRESZCIE skończyliśmy całą kampanię! Dylematy Króla są za nami!

W sierpniu rozpoczęliśmy 5-osobową kampanię, która ciągnęła się jak smród za wojskiem przez tyle miesięcy. Wiele spotkań, głosowań, wina wypitego i KONIEC. Mogę wreszcie wstawić recenzję i podzielić się moimi wrażeniami.


Poziom trudności:

dla graczy na każdym poziomie

Liczba graczy:

3-5 graczy

Czas rozgrywki:

wg. pudełka 60 min

u nas 30-90 min

Wiek:

14+

Wydawca:

Galakta


O czym są Dylematy Króla?

Jest to gra fabularna typu legacy, oznacza to, że po przejściu kampanii gra jest niemożliwa do zrestartowania, bo dokonujemy permanentnych zmian w grze. Każdy gracz wciela się w głowę rodu szlacheckiego i próbuje wywierać jak największy wpływ na politykę królestwa.

Gra Dylematy Króla nie jest typową grą planszową. Mamy planszę, ale służy ona jedynie do monitorowania pewnych wskaźników w królestwie i… do naklejania na niej naklejek. Nie dostajemy pionków, ani kart (no może poza 3), tak więc o co tu chodzi?

Dylematy Króla opierają się o specjalnie stworzony system dylematów. Jest to system gier fabularnych, gdzie wszyscy gracze stają przed jakimś tytułowym dylematem i mają za zadanie zadecydować jakie będzie dalsze postępowanie.

Przykładowa zasłonka rodu z celami indywidualnymi gracza

Jak to działa?

Startujemy kampanię wybierając swój ród, jest ich 10, tak więc mamy w czym wybierać. Można podjąć tę decyzję losowo, można też wczytać się w opis każdego rodu i wybrać ten najbardziej nam odpowiadający. Jak my zrobiliśmy? Oczywiście, że wybraliśmy sobie ród na podstawie wyglądu rewersu zasłonki. Dlaczego? Opisy rodów są po prostu wyjątkowo długie, a cele indywidualne nic nam z początku nie mówiły. Bo jak podjąć przemyślaną decyzję, jak nie zna się mechaniki gry?

No ale dobrze. Mamy wybrany ród. Nadajemy mu oczywiście jakąś zacną nazwę i możemy startować. Dostajemy do ręki 3 karty – TAK, NIE i PAS. Coś więcej? No może fajnie by było mieć długopis. Będzie potrzebny.

Patrzymy na planszę – są tam jakieś tory… Jakieś żetony. Cóż to? Plansza reprezentuje stan naszego królestwa. Mamy wskaźniki wpływów, bogactwa, morali, dobrobytu i wiedzy. A obok jeszcze znajduje się niepozorny tor równowagi.

Każda decyzja, którą podejmiemy w tej grze, będzie miała bezpośredni wpływ na te tory, a one z kolei będą przechylać równowagę. Co się dzieje, gdy kompletnie rozchwiejemy tor równowagi? Nasz król abdykuje i skończy się gra.

Jak to skończy się gra? Kampania jest podzielona na wiele gier. Nie rozgrywamy scenariuszy, nie mamy żadnej księgi kampanii, czy określonych ram czasowych. Tak na dobrą sprawę nie wiemy jak długo będziemy to ciągnąć. Pojedyncza „sesja”, która jest zwieńczona podsumowaniem punktów, kończy się w momencie abdykacji lub śmierci króla. Abdykacja, jak już wspomniałam, jest spowodowana naszymi decyzjami. Śmierć następuje po zagraniu określonej ilości kart, a następnie dociągnięciu karty z symbolem czaszki. Tak więc nigdy nie wiemy kiedy nadejdzie koniec gry.

No dobra, ale do rzeczy. Jak się gra w Dylematy Króla?

Startujemy mając zaledwie 1 kopertę, a w niej? 3 dylematy + wstęp fabularny. No i co my możemy zrobić z tymi kartami? Czytamy wstęp, wprowadza nas on w sytuację i losowo bierzemy do ręki jedną kartę dylematów. Będzie to nasza pierwsza decyzja w grze.

Karta dylematu wygląda tak jak na zdjęciu (jest to bardzo randomowa, nieistotna fabularnie karta, o której jeszcze 100 razy zapomnicie, więc nie przejmujcie się „spoilerem”, serio). Mamy jakiś tekst, który zawsze się kończy decyzją – TAK albo NIE. Nie istnieje opcja pośrednia. No ale co jeszcze? Możemy zobaczyć jakie konsekwencje przyniesie nam ta karta. Jak powiemy TAK mogą np. podnieść się nasze morale, ale obronność spadnie. Jak NIE to np. morale spadają, ale dobrobyt rośnie. Zawsze mamy nakreślony efekt naszej decyzji, jednak nigdy nic konkretnego. Bo w końcu wiemy, że morale wzrosną. Ale jak bardzo? Nigdy nie mamy konkretów, druga strona karty może nam też zafundować niespodziankę i coś jeszcze się wydarzy. Kto wie? Musimy być zawsze przygotowani na zaskoczenie.

Karty dylematów nie tylko wpływają na stan królestwa (czyli tory na planszy), ale również mogą pchać historię do przodu. Mamy decyzję – „Czy posłać ekipę badawczą w miejsce xyz” – jeśli to zrobimy, karta na drugiej stronie zaskoczy nas numerem koperty, którą mamy otworzyć. Jeśli tego nie zrobimy, to też mamy kopertę! Ale inną, pasującą do naszej decyzji. Gdy dostajemy nową kopertę czytamy kartę fabularną, a dylematy, które ona skrywa, wtasowujemy do talii dylematów. W ten sposób nie mamy 1 toru historii. Mamy coraz to więcej wątków i następuje jeden wielki miks fabularny.

Przykładowa karta dylematu

No ale jak się głosuje? Jaka jest mechanika tej gry?

Już, już, do rzeczy. GŁOSOWANIE czas zacząć! Jak to się robi?

Każdy z graczy potajemnie podejmuje decyzję. Mamy, jak już wspomniałam, 3 karty – TAK/NIE/PAS. Jeśli decydujemy się zagłosować na TAK lub NIE, musimy zużyć do tego nasze żetony wpływów. Tak więc nie decyduje liczba osób głosujących na daną opcję, tylko ilość wpływów wydanych na decyzję. Co jeśli ktoś spasuje? Dostaje pieniążek (tak – mamy w tej grze walutę, służy ona do kupowania głosów niezdecydowanych graczy) i na koniec głosowania, gracze pasujący zgarniają pulę żetonów władzy, wydanych na podjęcie poprzedniej decyzji.

Głosy oddaje się po kolei, zaczynając od lidera (osoby, która miała największy wpływ na poprzednią decyzję). Nasza rola się nie kończy na pojedynczym wyłożeniu kliku żetonów, można podbijać stawkę i istnieje specjalny, bardzo ciekawy system w jaki sposób kończy się głosowanie. Ale dość tych szczegółów! Już pewnie nikt tego nie czyta.

Zagłosowane, skutki decyzji rozpatrzone, kilka kolejnych dylematów idzie w ruch i…. koniec gry. Jak wygląda podsumowanie każdej rozgrywki? Każdy z nas ma swoje sekretne cele – cele rodu, które są celami na całą kampanię, oraz cel wybierany na początku każdej gry, który jest ważny tylko na 1 sesję. Możemy mieć cel, żeby wszystkie wskaźniki były nisko na torze na planszy. Albo żeby były jak najbliżej środka. Każda taka karta celu ma swój sposób punktowania i te wyniki zapisujemy w tabelce na końcu instrukcji. Można dostać dodatkowe punkty wynikające z przewagi w żetonach władzy, pieniądzach i „skutkach”.

Podsumowujemy punkty, tworzymy ranking końcowy i dostajemy wg. specjalnej tabelki punkty prestiżu i żądzy. Po co nam one? W sumie nie wiemy aż do zakończenia rozgrywki. Gdyż w instrukcji nie ma informacji w jaki sposób zostanie wyłoniony zwycięzca kampanii – wiemy tylko, że zostanie nam to ujawnione w ostatniej kopercie.

Tor wskaźników i równowagi

Jakość wykonania i cena Dylematów Króla

Bardzo żałuję, że nie obfotografowałam tego pudła przed rozpoczęciem kampanii. Raczej nie planowałam wtedy recenzji, więc olałam temat. Dlatego zdjęcia, które widzicie są poglądowe, po zakończeniu całych Dylematów.

Otwieramy to duże, drogie (ehm… prawie 300 zł) pudło i co się ukazuje naszym oczom? Koperty! Jest ich cała masa. Aż chce się wziąć je do ręki i otworzyć jakąś, ale hamujemy się. Czekamy na pierwszą rozgrywkę. Co poza kopertami? Pięknie wykonane żetony, są tu żetony pieniędzy, władzy (tarcze) i jeszcze symbole, które do czegoś nam posłużą… hmmm… Są to żetony związane oczywiście z naszymi torami. Mamy symbole bogactwa, morali, obrony etc. Jest ich sporo i bardzo intrygują. Co jeszcze? Naklejki!! Napotykamy na ogromny bloczek naklejek, które będziemy bezlitośnie naklejać na planszę główną, wprowadzając nieodwracalne zmiany.

Wszystkie komponenty mają zachowaną piękną biało-złoto-brązową estetykę. Muszę przyznać, że od początku byłam zachwycona tą prostotą i elegancją wykonania.

Nic złego nie mogę powiedzieć o jakości Dylematów Króla. Karty są solidne, żetony piękne, zasłonki rodów wielobarwne, plansza przejrzysta. Wykonanie 10/10. Tak się powinno to robić!

No ale ta cena… Kurde niemal 300 zł za grę legacy? Sporo! W naszym przypadku składaliśmy się na nią w 5 osób. Tak więc koszt aż tak nas nie bolał. Jednak nadal… 300 zł za karty, naklejki i żetony? No i za grę, w którą nie da się potem jeszcze raz zagrać? Można Dylematy nazwać inwestycją… Dlatego też ta recenzja jest tak długa. Sama miałam spore wątpliwości biorąc to pudło do domu, więc dobrze wiedzieć za co się płaci.

Moje wrażenia

Na początku kampanii wszyscy byliśmy zachwyceni. Ciekawa mechanika i dobra fabuła nas pociągały i z przyjemnością zasiadaliśmy do kolejnej rozgrywki. System dylematów był czymś świeżym, nie graliśmy wcześniej w grę negocjacyjną. Bardzo ciekawym aspektem był sam sposób głosowania, możliwość przekupywania współgraczy i wypełnianie celów indywidualnych.

Niestety czas trwania Dylematów Króla nam się dłużył, bo spotykanie się w składzie 5-osobowym może być logistycznie ciężkie, a przecież nie będziemy grać bez jakiegoś gracza. Tak się nie robi!

No więc trochę to trwało… Od sierpnia do listopada, regularnie spotykaliśmy się i na każdym spotkaniu rozgrywaliśmy od 2 do 3 gier (w zależności jak szybko nasz król abdykował/zmarł).

Kampania z początku wciągająca stawała się coraz to bardziej monotonna… Fabuła nadal była ciekawa, ale jakoś coraz to mniej nas wciągała. Z czasem widzieliśmy w tej grze powtarzalność i irytowaliśmy się, że tak właściwie nie wiemy do czego ona nas prowadzi. Nie znając zasad przeliczania punktów na koniec kampanii możemy tylko ślepo iść przez grę i liczyć na to, że robimy coś sensownego.

Kilka ostatnich spotkań zasiadaliśmy z nastawieniem – „skończmy to wreszcie”! A końca nie było widać…

Bo jak właściwie się kończą Dylematy Króla? Gra się kończy w momencie, gdy zapełnimy wszystkie pola w instrukcji specjalnymi naklejkami. Odblokowywane są one w bardzo losowych momentach i niemożliwe jest przewidzieć, kiedy to się wszystko skończy.

Irytowało mnie to, że w sumie… Moglibyśmy olać kompletnie fabułę Dylematów. Skupić się jedynie na efektach kart. Bo co z tego, że mi się podobała jakaś decyzja. Np. chciałam żebyśmy ufundowali nowy wynalazek, jak mój gówniany ród chciał, żeby wiedza była na najniższym poziomie na torze królestwa? Jest to fabularna gra, gdzie nie głosujemy zgodnie ze swoimi upodobaniami, a próbujemy jedynie modyfikować wskaźniki.

Dodatkowo każde z nas ma jakiś cel fabularny. Może być to np. (tu zmyślam, więc bez spoilerów) wyeliminowanie głodu. I fajnie. Chcę wyeliminować głód. Więc jak pojawia się możliwość zakupu chleba dla królestwa, przeforsowuję tę decyzję. Jak odkrywamy jakąś nową mąkę, spoko, głosuję za tym żeby ją produkować. Jak jakiś żebrak jest głodny i możemy mu dać jedzenie albo go przegonići, to dajemy mu jedzenie. Ale gdzie jest ten cholerny cel fabularny? Całą grę próbowałam dążyć do wykarmienia ludzi. Szkoda tylko, że cel nie został wypełniony. Gdzie zawiniłam? Może ten jeden raz, kiedy nie udało mi się wygrać głosowania za chlebem? Może to był ten moment, kiedy akurat mój cel fabularny był spełniony. Kto wie?

Komponenty Dylematów Króla

Dla kogo są Dylematy Króla?

Jest to gra, która wymaga od graczy wciągnięcia się w fabułę. Jeśli doceniasz w grze tylko mechanikę, a nie obchodzi Ciebie zazwyczaj tło fabularne, to nie ma sensu się w to zagłębiać.

Potrzeba do niej wielu graczy. Dylematy są od 3 do 5 osób, jednak bardzo odradzane jest granie w tym minimalnym składzie. Sama, przed kupnem gry, siedziałam długo przy komputerze i szukałam opinii na temat gry w różnych ilościach graczy. Zawsze widziałam jeden wniosek – w tę grę powinno się grać w 5 osób (ewentualnie 4).

Nie jest to tania gra, no i trzeba podkreślić jeszcze raz – po zakończeniu kampanii nie ma żadnej możliwości rozegrania tej gry ponownie! Żadnej! Nie jest to Aeon’s End Legacy, gdzie zostają nam karty, które możemy używać do normalnych rozgrywek.

Polecam Dylematy Króla dla grona 5 osób, które uwielbiają gry fabularne. Może grają w sesje RPG wspólnie, potrafiące wciągnąć się w świat przedstawiany w grze i dyskutować nad stołem.

Myślałam, że my jesteśmy taką grupą. W końcu zgromadziłam moją ekipę od D&D na Dylematy. Jednak może wpłynął na nas negatywnie czas. Ta kampania trwała zbyt wiele miesięcy… Po prostu mieliśmy dość. Doszliśmy do wniosku, że może gdybyśmy grali to dzień za dniem (np. na jakimś planszówkowym wyjeździe) to entuzjazm by tak nie opadł i gra wypadłaby świetnie. Możliwe. Może Wy to sprawdzicie.

Plusy

  • ciekawa fabuła
  • interesujący system dylematów, mechanika jakiej nie widziałam w żadnej innej grze
  • świetne, estetyczne wykonanie

Minusy

  • dłużąca się rozgrywka
  • można zignorować fabułę i tylko zwracać uwagę na wskaźniki, na które wpływa decyzja
  • do końca nie wiadomo jakie będą zasady punktowania końcowego (może to być plus, ale w pewnym momencie staje się irytujące)
  • niektóre cele fabularne do końca niewiadomo jak zrealizować
  • wysoka cena

Szukasz innych gier legacy? Może Aeon’s End Legacy Ciebie zainteresuje. Polecam!


Jeśli chcesz być na bieżąco z tym w co gramy i mieć dostęp do mini recenzji innych gier, wpadaj na mojego Instagrama!


0 0 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze