Unmatched: Bruk i Mgła – recenzja

Jeśli śledzicie mojego Instagrama, z pewnością zauważyliście, że Unmatched pojawia się regularnie na moim stole. Jest to figurkowa gra pojedynkowa przeznaczona dla 2 graczy (istnieje też wariant dla 3 i 4 graczy), która oferuje cały wachlarz rewelacyjnych, zróżnicowanych postaci, które znamy z bajek, legend czy książek. Poszczególne zestawy bohaterów można dowolnie ze sobą łączyć i każda pojedyncza część serii stanowi osobną podstawkę.

Dotychczas w Polsce pojawiły się dwie części – Unmatched: Bitwa Legend Vol 1, oraz Unmatched: Robin Hood vs Wielka Stopa. Zagrywam się w nie od samej premiery i nie mogłam się doczekać kolejnych części. Na szczęście nie musiałam długo czekać – wydawnictwo Ogry Games szybko zapowiedziało kolejne tytuły! Unmatched: Bruk i Mgła, oraz Unmatched: Czerwony Kapturek vs Beawolf!

W poniższej recenzji przedstawię po krótce jak wygląda cała seria, ale skupię się głównie na nadchodzącej nowości – Unmatched: Bruk i Mgła, czyli tytule podesłanym mi przez wydawnictwo Ogry Games, za co bardzo dziękuję ;).


Poziom trudności:

dla początkujących

Liczba graczy:

2 (z wariantem gry 3 i 4-osobowej)

Czas rozgrywki:

20-40 minut

Wiek:

9+

Wydawca:

Ogry Games


O czym jest Unmatched i jak działa?

Unmatched to gra pojedynkowa. Wybieramy postacie z całego szeregu unikalnych bohaterów, rozstawiamy je na planszy i jesteśmy gotowi do walki!

Każdy bohater posiada swoją własną talię, figurkę bohatera i żetony ewentualnych pomocników. Setup jest bardzo szybki, bo wystarczy rozłożyć planszę i figurki, wyjąć swoją talię, przetasować karty i zaczynać rozgrywkę.

W swojej turze mamy 2 akcje do wykonania. Możemy wybrać dobranie 1 karty i ruch (ruszamy się wszystkimi kontrolowanymi przez nas postaciami), zagranie karty akcji natychmiastowej, której nie da się przeciwdziałać (ten typ kart nosi nazwę „fortel”). No i oczywiście możemy zdecydować się na atak.

W talii występują karty uniwersalne, które może wykorzystywać każda nasza postać (bohater albo poplecznicy), ale istnieją również takie przypisane do konkretnej postaci. Same karty mają 4 zastosowania. Mogą być wcześniej wspomnianym fortelem, mogą służyć jako atak, jako obrona, albo być dwufunkcyjne – możemy je wykorzystywać albo jako obronę, albo atak.

Większość kart posiada specjalne bonusowe zdolności. Są one aktywowane przed/w trakcie/po walce. Mogą sprawić, że spełniając określone wymogi, możemy zadać dodatkowe obrażenia. Mogą służyć nam do przemieszczenia się, albo do dobrania kart na rękę. Każdy bohater ma wyjątkowe zdolności i karty korespondujące z nimi. Np. Alicja posiada 2 formy – małą i dużą, i to właśnie dzięki efektom kart może je zmieniać. Niewidzialny Mężczyzna wykorzystuje w walce mgłę i przemieszczać ją może dzięki swoim kartom. Dracula może uleczyć swoje rany dzięki skutecznym atakom. Generalnie rodzajów kart jest tu mnóstwo i trochę zajmuje zapoznanie się z nimi wszystkimi.

Grę wygrywamy w momencie gdy główna postać przeciwnika straci swoje całe życie.

System walki Unmatched

Unmatched ma wyjątkowy system walki. Nie rzucamy po prostu kart ataku przed siebie, a przeciwnik nie reaguje na to co rzucimy. W tej grze mamy do czynienia z zagrywaniem kart zakrytych! Innymi słowy nigdy nie wiemy przed jakim atakiem się bronimy. Nasz przeciwnik nas atakuje, ale to czy i jak się obronimy, zależy kompletnie od nas.

Dodaje to element blefu, który jest moim zdaniem rewelacyjny. Możemy zmanipulować przeciwnika do pozbycia się świetnej karty obrony, sami wykonując słaby atak. Możemy uśpić czujność przeciwnika, załamywać się nad stołem naszym beznadziejnym położeniem, żeby potem z miną udręki zadać mocny cios, którego on nie przewidzi. Tutaj można nieźle pograć na psychice wroga i to dzięki temu wygrać.

Asymetria

Słowo, które najlepiej określa tę grę to ASYMETRIA.

Mamy tu do czynienia z kompletnie różnymi, unikalnymi postaciami. Każda ma swoje cechy charakterystyczne, specjalne zdolności, własną talię kart i inny limit obrażeń. Większość postaci ma również swoich popleczników. Czasem jest to jeden poboczny bohater – np. Doktor Watson pomaga Sherlockowi, a Merlin pomaga Królowi Arturowi. Sterujemy nim tak samo jak naszą postacią, ma swój licznik życia, a w talii mamy karty przeznaczone wyłącznie dla niego. Możemy też mieć kilku popleczników – np. Meduza ma swoje Harpie, Robin Hood rozbójników, a Dracula swoje Mroczne Siostry. W tym przypadku również sterujemy nimi i mają karty zarezerwowane dla siebie w talii i 1 życie (wystarczy zadać im jedno obrażenie, aby ich wyeliminować).

Możecie zadawać sobie pytanie – czy ta gra ma ręce i nogi? Czy szanse mogą być wyrównane przy takim poziomie asymetrii?

Odpowiedź brzmi – TAK. Niesamowite w tej grze jest to, że ona DZIAŁA! Każdy bohater ma szansę wygrać. Może nam się wydawać, że jeden jest silniejszy od drugiego. Jednak w ostatecznym rozrachunku to nasze umiejętne wykorzystywanie zdolności postaci wpływa na wynik walki. Mogę to zagwarantować, bo sama rozegrałam dziesiątki pojedynków w Unmatched, prowadziłam statystyki postaci i każdą postacią da się zwyciężyć z dowolnym przeciwnikiem! Trzeba tylko obrać dobrą strategię.

Jakość wykonania Unmatched

Od tej gry mogliby się uczyć producenci jak projektować wypraski. Wszystkie karty mieszczą się idealnie w wyprasce (nawet zakoszulkowane), a liczniki życia i dodatkowe żetony mają swoje miejsce pod nimi. Figurki i znaczniki postaci mają swoje wytłoczenia, wszystko ma swoje miejsce. Można bezpiecznie postawić tę grę pionowo i nic nam w niej nie lata!

Sama jakość wykonania też jest na najwyższym poziomie. Figurki są małe, ale szczegółowe, plansze są kolorowe i różnorodne. Pudełka estetyczne, a grafiki na kartach oryginalne i żywe. Każda postać ma zupełnie różne grafiki i styl kart. To wszystko po prostu wygląda świetnie! Nie mam absolutnie żadnych zarzutów do jakości wykonania.

Moje wrażenia

Uwielbiam serię Unmatched. Obecnie uważam ją za najlepszą serię pojedynkową dla 2 osób. Wyparła u mnie kompletnie inne gry tego gatunku. Różnorodność i liczba bohaterów sprawia, że ta gra się po prostu nie nudzi. Każda postać ma na tyle odmienne zdolności i ciekawe mechaniki, że poznawanie ich to czysta przyjemność.

Jest to gra typu „easy to learn, hard to master„. Tutaj rzeczywiście ważna jest znajomość talii swojej, ale też i przeciwnika. Musimy być w stanie przewidzieć jakie karty posiada nasz rywal, aby dostosować dobrze strategię swojej obrony.

Muszę przyznać, że sama grając w Unmatched po raz pierwszy, zostałam zmieciona z planszy bardzo szybko. Nie znałam swoich kart, nie wykorzystywałam dobrze swoich umiejętności, a przeciwnik mnie zaskakiwał coraz to nowszymi zdolnościami. Dlatego trzeba ze spokojem przestudiować sobie talię przed pierwszą grą, albo kilka pierwszych rozgrywek potraktować jako „zapoznawcze”.

Co jeszcze jest fantastycznego w tej grze? Jest tu ograniczona losowość. Mamy oczywiście losowy dociąg kart na rękę, jednak zawsze możemy umiejętnie je wykorzystywać i nigdy nie jesteśmy całkowicie bezbronni. Jeśli nie mamy kart obrony, to po prostu wykorzystujemy możliwość dobierania kart w naszej turze i ucieczki od przeciwnika do czasu kiedy będziemy gotowi na potyczkę. Zazwyczaj w trakcie gry przechodzimy przez niemal całą talię kart. Więc owszem, w pewnym momencie możemy nie mieć mocnych ataków na ręce, ale możemy mieć pewność, że one przyjdą i będziemy na nie gotowi. Na każdej karcie jest zaznaczone ile sztuk jest tego rodzaju w talii, co sprawia, że jeśli uważnie liczymy karty przeciwnika, możemy wywnioskować co potencjalnie ma na ręce. Dodaje to element strategii i sprawia, że możemy oszacować ryzyko.

Unmatched: Bruk i Mgła

No i wreszcie przechodzimy do konkretów – jak wygląda najnowsza część Unmatched’a? Unmatched: Bruk i Mgła przynosi nam czterech nowych bohaterów:

  • Sherlocka Holmesa z Doktorem Watsonem
  • Doktora Jekylla i Mr Hyde’a
  • Niewidzialnego Mężczyznę
  • Draculę z Mrocznymi Siostrami

Już po planszy widać różnicę klimatu. Mamy tu wiktoriański klimat, setting miejski – możemy skakać po dachach budynków, albo przemieszczać się po mrocznej posiadłości. Nie jest to już klasyczna fantastyka, do której przyzwyczaiły nas poprzednie części.

Same postacie znacząco różnią się od tych z Bitwy Legend. Są bardziej złożone, trudniejsze do opanowania. Ich zdolności są bardziej wysublimowane i wymagają przemyślanej strategii. Są intrygujące i fantastycznie było się zagłębiać się w taką nową odsłonę uwielbianej przeze mnie gry.

SHERLOCK HOLMES

Postać Sherlocka Holmesa jest chyba najbardziej interesującą postacią ze wszystkich. Jego moc zależy od naszych zdolności dedukcyjnych. Jak to na prawdziwego detektywa przystało, staramy się zgadywać karty przeciwnika i dzięki temu zadajemy mu więcej obrażeń. Nasza siła leży w intelekcie, a nie w masie mięśniowej. Pomaga nam jednak Watson, bohater zasięgowy, który może momentami uratować nam tyłek lecząc nas, bądź zadając dużo obrażeń przeciwnikom.

DOKTOR JEKYLL & MR HYDE

Mamy tu do czynienia z postacią, która zmienia swoją formę. Coś jak Alicja z Bitwy Legend. Jednak nie potrzebujemy do tego kart, po prostu możemy na początku naszej tury określić kim chcemy w tym momencie być. Kart Mr Hyde’a jest w talii mniej, jednak bywają one zabójcze i bardzo silne. Jest tylko jedno ALE – poruszając się Mr Hyde’m tracimy punkty życia. Tak więc musimy statecznie zadawać ciosy i nie opłaca nam się ucieczka. Dlatego trzeba dobrze wyczuć moment kiedy najlepiej będzie nam zmienić formę.

INVISIBLE MAN

Bardzo ciekawa postać. Nie posiada żadnych pomocników. Jest on i jego mgła. Na początku gry rozmieszczamy 3 żetony mgły w strefie naszego bohatera. Służą one mu jako teleporty, gdyż może pomiędzy nimi swobodnie się przemieszczać. Dodatkowo boostują często jego karty. Ma większą wartość obrony we mgle, a jego karty bardzo często odnoszą się do tego czy on lub jego przeciwnik stoją we mgle. Jest to postać w dużej mierze ofensywna, jego ataki nie są mocne, jednak umiejętne wykorzystywanie mgły sprawia, że ciężko jest przewidzieć jego ruchy. Może z łatwością dostać się do odległego przeciwnika, a następnie zniknąć (czasem dosłownie opuścić planszę!). Wymaga on wprawy, ale dobrze zarządzany potrafi być morderczy.

DRACULA

Chyba najmocniejsza postać z całego pudełka. Trudno z nim wygrać, lecz nie jest to niemożliwe! Ma bardzo ciekawą mechanikę wykorzystującą Siostry – 3 żetony popleczników. Może przyciągać on postać przeciwnika i zadawać tyle obrażeń, ile Sióstr sąsiaduje z nim. Umiejętne rozmieszczenie Sióstr to klucz do sukcesu. Po raz pierwszy trzeba się skupiać bardziej na pomocnikach, niż na rozmieszczaniu głównej postaci, gdyż są niezbędne do wygranej. Dracula startuje z małą ilością życia, jednak w trakcie gry ma możliwości regeneracji, które niejednokrotnie o włos ratowały mnie pod koniec potyczki. Jego zdolnością specjalną jest zadawanie obrażeń postaciom, które na początku tury z nim sąsiadują (coś jak moc Meduzy, tylko nie dystansowa) i dzięki temu dobieranie karty. Bardzo silny, jednak ta siła leży w kooperacji z Siostrami. Bez nich traci swoją moc.

Co sądzę o Unmatched: Bruk i Mgła?

Jest to bez dwóch zdań niesamowicie dobry zestaw bohaterów! Są zdecydowanie bardziej kompleksowi, niż postacie z poprzednich części. Nie bez powodu Bruk i Mgła jest według opinii zagranicznych graczy najlepszą częścią serii.

Klimat wiktoriański jest zdecydowanie odświeżający. Czujemy otaczający nas mrok i grozę. Plansze są nie dość, że estetyczne, to jeszcze wprowadzają nowy element – tajemnych przejść! Na stronie planszy z posiadłością mamy cały szereg tajemnych ścieżek, które sprawiają, że możemy sprawnie przemieszczać się w odległe miejsca na planszy. Jest to bardzo miły element urozmaicający rozgrywkę.

Ciężko mi stwierdzić która postać jest moją ulubioną. Tak jak w poprzednich częściach mam postacie, których raczej unikam (np. nie przepadam za Wielką Stopą), tak tutaj nigdy nie mam ich dość! Ich zdolności są tak różne od wszystkich poprzednich bohaterów, że od pierwszej gry byłam zafascynowana i zachwycona. Ta część rzeczywiście jest tak dobra, jak ludzie ją reklamują na forach zagranicznych!!

Dla kogo jest Unmatched: Bruk i Mgła?

Jest to absolutny must-have dla każdego fana serii! Jeśli myśleliście, że poprzednie części były dobre, to poczekajcie tylko na tego mrocznego Unmatched’a! Będziecie zachwyceni!

Jeśli nie jesteście zapoznani z tym systemem i chcecie zakupić swoją pierwszą grę z serii Unmatched, to możliwe, że wstrzymałabym się z kupnem Bruku i Mgły… Albo po prostu rzuciłabym się na wszystkie pudełka, bo z ogromnym prawdopodobieństwem zakochacie się w tej serii.

Na start pewnie polecałabym klasyczną Bitwę Legend, aby zapoznać się z tą grą na przykładzie łatwiejszych do opanowania postaci. Jednak nie oznacza to, że Bruk i Mgła nie jest do ogarnięcia dla świeżaków Unmatched’owych – po prostu będzie trochę trudniej.

PLUSY

  • rewelacyjne wykonanie – dobra jakość figurek, świetna wypraska, ładne grafiki i kompaktowe pudełko
  • szybka, dynamiczna rozgrywka
  • asymetryczność i różnorodność bohaterów
  • interesujące postacie i zdolności indywidualne
  • możliwość łączenia ze sobą wszystkich zestawów
  • emocjonująca rozgrywka

MINUSY

  • konieczność zapoznania się z taliami postaci przed rozgrywką (znajomość talii jest tu istotna)

Dzięki Ogry Games za wysłanie egzemplarza recenzenckiego!

878 Wikingowie: Inwazja na Anglię - zagramw.to

Jeśli szukasz więcej rekomendacji gier pojedynkowych koniecznie sprawdź moją recenzję Hero Realms!


Jeśli chcesz być na bieżąco z tym w co gram i mieć dostęp do mini recenzji i pierwszych wrażeń zapraszam na mojego Instagrama @board_and_wine !


5 2 głosy
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze